Choć w tym roku okres Świąteczno-Noworoczny spędzamy po za górami, postanowiliśmy poszukać stoku w okolicy Garwolina. Jak tylko spadł śnieg, sprawdziliśmy warunki i udaliśmy się do Rąblowa. Oto, na gorąco, materiał z naszych narciarskich przygód.
Wprawdzie pierwsze kroki na nartach stawiałem w poprzednim sezonie, ale kilka zjazdów i okazało się, że wszystko pamiętam. Lekcja z instruktor Agnieszką i kolejne umiejętności zdobyte. Na stoku czuję się jak ryba w wodzie.
W tym roku postanowiliśmy zobaczyć, czy Rozalka podzieli naszą pasję. Dzień wcześniej wypożyczyliśmy buty, narty i kask - zobaczymy jak zareaguje "na sucho". Córcia od razu złapała bakcyla. Wypożyczony sprzęt był świetną niespodzianą i gdyby tylko mogła to jeszcze tego samego dnia wyszłaby pojeździć na podwórku.
Kolejnego dnia wybraliśmy się na stok. Entuzjazm Rozalki udzielał się wszystkim od samego rana. Na parkingu, nie mogła się już doczekać, kiedy założymy jej buty. Co prawda, buty narciarskie nie należą do najwygodniejszych, o czym przekonała się Rozalka. Tata wziął na rączki, a po wpięciu nart, po niewygodach nie było już śladu. Klika z zjazdów w asyście mamy i przeszliśmy do "samodzielnych". Nasz obecny rekord to 7m na dystansie od taty do mamy :) - bez wywrotki. Fakt, iż Rozalka okrzyknęła "frajdą" wywrotkę na nartach, najlepiej oddaje jej entuzjazm i zapał.
Rozalka zaliczyła wspaniały start i z uśmiechem szalała po stoku. Wykonała olbrzymią pracę, a jej dokonania przerosły nasze najśmielsze wyobrażenia - ale przecież, nie o dokonania chodzi na tym etapie jej przygody z nartami. Oprócz oczywistych sukcesów cieszy nas przede wszystkim radość i zapał z jakim Rozalka podchodzi do nart. Duma rodziców ma rozmiar galaktyki. Nie pozostaje powiedzieć nic poza: Brawo !!! Tak trzymać Córeczko!






















