W sobotę wieczorem, w warszawskim amfiteatrze Bemowo odbył się koncert promujący pierwszy album Moniki Urlik - „Nie wie nikt”. Muzykę Moniki pokazała mi żona i przyjaciółka Martyna. Pierwsze utwory znalezione na YouTube zrobiły wrażenie. Super głos, świetnie słyszalny zwłaszcza w wersjach akustycznych. Poruszające, osobiste teksty trafiły do mnie od razu i żal tylko było, że nie można kupić płyty.
Informacja o
koncercie trafiła do Nas na Facebooku. Zbliżały się imieniny Igi. Oczywiste
stało się, że koncertu promującego pierwszą płytę Moniki nie mogliśmy sobie odpuścić. Spontaniczna
decyzja i już byliśmy w drodze na koncert. Wyzwanie było duże. Start o 16.30,
trzy godziny podróży do Warszawy, koncert zaczynał się o 20:15. 4:45 pobudka i
powrót, aby o 10:00 stawić się z powrotem na zaliczeniu na uczelni.
Tuż po 20:00 ze sceny popłynęły dźwięki pierwszego utworu.
Publiczność zgromadzona w amfiteatrze doskonale wiedziała dla kogo przyszła i czego
może spodziewać się po Monice. Jakość na
wysokim poziomie, oprawa akustycznie i wizualnie fantastyczna. W świecie pełnym
komery i pseudo artystów, Monika jest wyjątkowa . Świetnie dobrana kolejność
utworów stopniowo buduje klimat koncertu. Artystka przy wsparciu zespołu i
wspaniałych chórków ( uściski dla
Martyny) pobudzała publiczność. Euforia publiczności rośnie z minuty na minutę,
po to by jednogłośnie zatrzymać Monikę na scenie.
Na bis zostaliśmy poczęstowani wzruszającym i ważnym dla niej utworem „Jaśmin”. Publiczność zamarła słysząc
kolejne dźwięki i głos wokalistki. I znów Monika pokazała klasę, gdy w trakcie utworu, wzruszyła się,
przeprosiła i pociągnęła utwór do końca - chapeau bas.
Po koncercie czekając na przyjaciół, spotkała nas miła
niespodzianka… zostaliśmy zaproszeni na „after party” z Moniką i zespołem, ale
te wrażenia zachowam dla siebie. Premiera płyty odbyła się w piątek 09.05.2014,
a dziś Monika jest na drugim miejscu bestsellerów Empiku – Brawo!!!
Imieninowy prezent udał się, mina Igi bezcenna. Zmęczeni, ale
szczęśliwi, po trzech godzinach snu, z ukochaną żoną (która nie zmrużyła oka
przez całą noc), otuloną w śpiwór na siedzeniu pasażera, bezpiecznie wróciłem do
domu.
Tekst: Iga i Jerzy Żołubak, Zdjęcia: Jerzy Żołubak















