czwartek, 15 maja 2014

Koncert Moniki Urlik


  W sobotę wieczorem, w warszawskim amfiteatrze Bemowo odbył się koncert promujący pierwszy album Moniki Urlik - „Nie wie nikt”.  Muzykę Moniki pokazała mi żona  i  przyjaciółka Martyna. Pierwsze utwory znalezione na YouTube zrobiły wrażenie. Super głos, świetnie słyszalny zwłaszcza w wersjach akustycznych. Poruszające, osobiste teksty trafiły do mnie od razu i żal tylko było, że nie można kupić płyty.

Informacja o koncercie trafiła do Nas na Facebooku. Zbliżały się imieniny Igi. Oczywiste stało się, że koncertu promującego pierwszą płytę Moniki  nie mogliśmy sobie odpuścić. Spontaniczna decyzja i już byliśmy w drodze na koncert. Wyzwanie było duże. Start o 16.30, trzy godziny podróży do Warszawy, koncert zaczynał się o 20:15. 4:45 pobudka i powrót, aby o 10:00 stawić się z powrotem na zaliczeniu na uczelni.
  
Tuż po 20:00 ze sceny popłynęły dźwięki pierwszego utworu. Publiczność zgromadzona w amfiteatrze doskonale wiedziała dla kogo przyszła i czego może spodziewać się po Monice.  Jakość na wysokim poziomie, oprawa akustycznie i wizualnie fantastyczna. W świecie pełnym komery i pseudo artystów, Monika jest wyjątkowa . Świetnie dobrana kolejność utworów stopniowo buduje klimat koncertu. Artystka przy wsparciu zespołu i wspaniałych chórków ( uściski  dla Martyny) pobudzała publiczność. Euforia publiczności rośnie z minuty na minutę, po to by jednogłośnie zatrzymać Monikę na scenie.

Na bis zostaliśmy poczęstowani  wzruszającym  i ważnym dla niej  utworem „Jaśmin”. Publiczność zamarła słysząc kolejne dźwięki i głos wokalistki. I znów Monika pokazała  klasę, gdy w trakcie utworu, wzruszyła się, przeprosiła i pociągnęła utwór do końca - chapeau bas.
Po koncercie czekając na przyjaciół, spotkała nas miła niespodzianka… zostaliśmy zaproszeni na „after party” z Moniką i zespołem, ale te wrażenia zachowam dla siebie. Premiera płyty odbyła się w piątek 09.05.2014, a dziś Monika jest na drugim miejscu bestsellerów Empiku – Brawo!!!

Imieninowy prezent  udał się, mina Igi bezcenna. Zmęczeni, ale szczęśliwi, po trzech godzinach snu, z ukochaną żoną (która nie zmrużyła oka przez całą noc), otuloną w śpiwór na siedzeniu pasażera, bezpiecznie wróciłem do domu. 


Tekst: Iga i Jerzy Żołubak, Zdjęcia: Jerzy Żołubak